Samotne dziecko w ciemnym pokoju

Powolutku kończymy porządkowanie zaszłości z ubiegłego roku. I zmieniamy temat. Chciałabym Państwu przedstawić sylwetkę jednego z ciekawszych choreografów współczesnych – zamieszkałego w Londynie Izraelczyka Hofesha Schechtera. Obserwuję jego spektakle od kilku lat, między innymi przy okazji dorocznych festiwali teatralnych w Berlinie. Zwracam na niego uwagę, bo choreografowie coraz częściej uczestniczą w inscenizacjach przedstawień operowych. I to nie tylko jako twórcy mniej lub bardziej trafionych układów tanecznych, wkomponowanych w wizje innych realizatorów, lecz także jako samodzielni reżyserzy całych produkcji (by wymienić choćby Sashę Waltz, która przygotowała m.in. warszawską premierę Matsukaze Hosokawy oraz kontrowersyjnego Tannhäusera w berlińskiej Staatsoper). Schechter zadebiutował w ubiegłym sezonie jako współrealizator Orfeusza i Eurydyki w Covent Garden – razem z Johnem Fulljamesem. Jego tancerze odegrali w tym spektaklu rolę dość szczególną: żywej, ruchomej, zapierającej dech w piersi precyzją zsynchronizowanych ruchów scenografii. O nietypowej drodze twórczej tego niezwykłego artysty – w grudniowym numerze „Teatru”.

Samotne dziecko w ciemnym pokoju

3 komentarze

  1. krakus

    https://www.youtube.com/watch?v=RRfiFJxbegc
    https://www.youtube.com/watch?v=JIUsJeRYzbk
    https://www.youtube.com/watch?v=3MCOKMuwKkA
    Dziękuję za świetny tekst!
    Postanowiłem „zilustrować” go. Niestety londyńskiego spektaklu nie widziałem ;-(
    Cieszy mnie że „bierze w nim udział” także mój ulubiony „specjalista od belcanta” ;-)
    By lepiej uświadomić sobie jak daleko rozchodzą się drogi artystów ukształtowanych przez tę samą tradycję ekspresjonizmu – małe porównanie:
    https://www.youtube.com/watch?v=lDJFMvU2ZqY
    Wzruszyłem się, bo do dzisiaj pamiętam krakowski spektakl Batsheva Dance Company w 2000 roku. To było duże przeżycie! Uderzyła mnie wtedy niezwykła wspólnota bycia na scenie jaką stworzyli tancerze i umiejętność pracy w grupie. W druga część wieczoru była „terapeutyczna”
    – tancerze tańczyli razem z zaproszonymi osobami z widowni.

    • Bardzo dziękuję, zwłaszcza za porównanie z Piną Bausch. Udział choreografów w spektaklach operowych niezmiennie mnie intryguje – skutki bywają rozmaite, ale zawsze jest pole do dyskusji. Właśnie dlatego staram się obserwować ich dokonania na bieżąco – jak to dobrze, że Berlin jest niedaleko, bo to znakomite miejsce dla ciekawych, co piszczy w teatralnej trawie.

      • krakus

        Jestem tego samego zdania. Język ciała jest symboliczny i niewerbalny, podobnie jak muzyka, więc wchodzi z nią w ciekawe interakcje. Wielu reżyserów, którzy sami nie są choreografami już się tego nauczyło. Twórczośc operowa Wilsona jest przykładem pierwszym z brzegu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *