Słyszę: Chopin, myślę: niedobrze

Dziś nie będzie ani o operze, ani nawet o śpiewaniu – przynajmniej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Dziś będzie o niezwykłym i bardzo kontrowersyjnym przedsięwzięciu z udziałem wybitnych muzyków i wybitnych ludzi teatru (także operowego), którzy postanowili „wykroić” z koncertów Chopina solową partię instrumentalną i zastąpić ją ludzkim głosem. W zeszłym roku Narodowy Instytut Fryderyka Chopina opublikował zapis dźwiękowy performansu Chopin bez fortepianu, który odbył się w ramach warszawskiego festiwalu Chopin i jego Europa. O jakości artystycznej i kulisach pozamuzycznych tego pomysłu – w marcowym numerze „Teatru”.

Słyszę: Chopin, myślę: niedobrze

2 komentarze

  1. Kan

    Pięknie to Pani wywiodła! I ten smakowity tytuł! Byłem na tym koncercie i chociaż nie jestem purystą muzycznym, to nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na pytanie: po co to było, jaką nową jakość artystyczną uzyskano w ten sposób? Żeby to chociaż była jakaś prowokacja taka czy owaka! Żal było tylko solistki, bo odniosłem wrażenie, że też nie była przekonana do tego, co robi. Po takich koncertach leczę stargane nerwy chórami ormiańskimi. Też niczego nie rozumiem, ale za to jaka muzyka!
    Może będzie lepiej, bo Warszawska Jesień zapowiada się operowo. I Sciarrino!

    • Dziękuję, choć tytuł wzięty z „libretta”. Ja się akurat cieszyłam na ten performans po rozmowach z Allenem Kuharskim; wyszło trochę inaczej, niż się spodziewałam.
      Warszawska Jesień istotnie operowa, ale wrzesień zapowiada się okrutnie pracowicie, zobaczymy, czego się uda posłuchać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *