Wzrastało drzewo

No i zgodnie z obietnicą kolejna relacja, tym razem z festiwalu w Glyndebourne, o którym w Polsce jakoś rzadziej słychać niż o Metropolitan, Bayreuth albo La Scali. A szkoda, bo przez prestiżową scenę w Sussex przewinęło się co najmniej tyle samo polskich śpiewaków, począwszy od „tajemniczej, a wspaniałej sopranistki Marii Kinasiewicz” – jak piszą o niej zagraniczni wielbiciele archiwaliów – która zadebiutowała w Glyndebourne w 1952 roku w partii Elektry w Mozartowskim Idomeneo, u boku Seny Jurinac, Leopolda Simoneau i Richarda Lewisa w roli tytułowej – przez Teresę Żylis-Garę, Elżbietę Szmytkę, Andrzeja Dobbera i Mariusza Kwietnia; aż po występy Aleksandry Olczyk, Krzysztofa Bączyka i Łukasza Golińskiego z ostatnich pięciu lat. W tym sezonie mamy polskiego Orfeusza – w niezwykłej inscenizacji arcydzieła Monteverdiego, o której piszę dla miesięcznika „Teatr”.

Wzrastało drzewo

Do rana daleko

Powoli domykamy kolejny sezon. Przez najbliższy tydzień albo dwa ukaże się tu więcej recenzji i relacji niż zwykle – począwszy od refleksji po premierze Romea i Julii Gounoda w TW-ON, opublikowanych sześć dni temu na łamach miesięcznika „Teatr” (link poniżej), przez recenzję z Orfeusza Monteverdiego w Glyndebourne (już gotową, czekającą w „Teatrze” na swoją kolej), aż po tekst o dwóch inicjatywach wagnerowskich w Wielkiej Brytanii – koncertowym wykonaniu Parsifala w Inverness i Złocie Renu, rozpoczynającym inscenizację całego Pierścienia w Grange Park Opera. Potem będzie troszkę więcej esejów, komentarzy i zapowiedzi, ale niezbyt długo, bo nowy sezon zacznie się dla Upiora już w sierpniu, za to z przytupem. Ale nie uprzedzajmy wypadków.

Do rana daleko

Bartók na bosaka

Przez pewien czas znajdą Państwo na mojej stronie znacznie więcej relacji z zagranicy niż innych materiałów, ale mam nadzieję, że i tak się nie znudzą – zwłaszcza że sezon dobiega końca z impetem i już teraz mogę potwierdzić, że okazał się jednym z najbardziej udanych w minionej dekadzie. W kolejce czeka już Festiwal Händlowski w Getyndze i pierwsze od prawie ćwierćwiecza wykonanie Parsifala w Szkocji, przed nami letnie festiwale operowe w Anglii (w tym również mój debiut prasowy w Glyndebourne), a tymczasem zapraszam na podsumowanie wrażeń z tegorocznej Praskiej Wiosny. Na początek esej-portret dwóch kobiet niezwykłych: Patricii Kopatchinskiej i Barbary Hannigan (podaję link do strony „Tygodnika Powszechnego”, a przy okazji donoszę, że nowe, świąteczne wydanie papierowe można już kupić w kioskach). W następnej kolejności recenzja z praskiej premiery Dialogów karmelitanek, tym razem na wyłączność Upiora. A potem sami Państwo zobaczą i – mam nadzieję – kiedyś usłyszą.

Bartók na bosaka

Sezon prawdy i nadziei

Upiór serdecznie pozdrawia z Pragi i prosi o jeszcze chwilę cierpliwości w oczekiwaniu na wcześniej obiecane teksty. Tymczasem odsyłam Państwa na stronę miesięcznika „Teatr” – po garść pierwszych refleksji po ogłoszeniu programu kolejnego sezonu operowego w TW-ON. Polecam też lekturę innych materiałów, sukcesywnie wzbogacających zawartość majowej edycji magazynu.

Sezon prawdy i nadziei

Opera politicissima

W sieci ukazał się właśnie podwójny numer „Raptularza” e-teatru (111/112), tym razem poświęcony polityce historycznej w sztuce. O tym, co między historią a mitem, piszą między innymi Joanna M. Sosnowska w artykule o malarstwie historycznym; Jarosław Cymerman, który analizuje fenomen popularności Gałązki rozmarynu (1938), widowiska muzycznego Zygmunta Nowakowskiego; oraz Piotr Dobrowolski, w eseju o teatrze historycznej emancypacji. Polecam całe wydanie, które obejmuje też dwa podcasty (rozmowy Jakuba Moroza z Waldemarem Krzystkiem i Piotra Dobrowolskiego z Beniaminem M. Bukowskim) i podaję link do mojego tekstu o niezbywalnej polityczności opery.

Opera politicissima

Strasna zaba

Straszne ostatnio zamieszanie, nie tylko w jednoosobowej redakcji Upiora, ale i na całym świecie. Dlatego recenzja z Kobiety bez cienia w TW-ON pojawia się z opóźnieniem, ale za to na stronie internetowej „Tygodnika Powszechnego”. Wspominałam niedawno, że Frau ohne Schatten, ukochane dziecko Straussa, określane przez niego pieszczotliwym akronimem „Frosch”, czyli „Żaba”, może okazać się dobrą operą na dzisiejsze czasy. Nie okazało się. Lecz nie traćmy nadziei. Wkrótce nowy sezon. Dojedzmy tę szynkę z groszkiem. Może po wakacjach nie trzeba będzie przecierać mgły w okularze. Tymczasem zapraszam do lektury.

Strasna zaba

Czarodzieje sceny

Święta tuż tuż, ale jeszcze nie tracimy tempa. Z przyjemnością anonsuję podwójny, świąteczny numer „Tygodnika Powszechnego”, a w nim teksty mnóstwa moich ulubionych autorów, więc po starej znajomości zapowiem tylko artykuł Moniki Ochędowskiej o gatunku literackim romantasy, docenianym nie tylko przeze mnie w tym ciemnym czasie; jak zwykle brawurowy esej Ryszarda Koziołka o matce, dla której – choćbyś był Bogiem – zawsze będziesz syneczkiem; oraz smakowity felieton Pawła Bravo, między innymi o burakach. Oraz mój tekst o magii blasku i cienia w teatrze oraz niedocenianym fachu reżysera świateł. Ale dobra tam znacznie więcej, także dla miłośników przyrody, zawiłych relacji międzyludzkich i nie mniej zawiłej, choć coraz straszniejszej polityki. Wydanie już w kioskach i w internecie, polecam gorąco.

Czarodzieje sceny

Opery bez przecinków

Za kilka dni recenzja z wykonania Snu Geroncjusza Elgara w ramach jesiennej odsłony Cambridge Music Festival, później relacja z wileńskiego Don Giovanniego w reżyserii Johna Fulljamesa – a przed końcem roku czekają mnie jeszcze dwa bardzo ciekawe wyjazdy, o których wkrótce Państwu doniosę. Tymczasem pozwolę sobie zaanonsować mój debiut na internetowych łamach pisma literackiego „Pole”, które jest z nami już blisko trzy lata, dzięki niespożytej energii redakcji (Renata Bożek, Piotr Skalski, Adam Wiedemann) oraz wydawcy, czyli Związku Pisarzy ze Wsi. Najnowszy, dwunasty numer dwumiesięcznika jest w dużej części poświęcony osobie i twórczości Gertrudy Stein. Jak pisze we wstępie Wiedemann, „Zawsze chciałem zrobić taki numer jak ten. I jakoś się udało, zrobił się jakby sam, choć oczywiście kosztował mnie sporo pracy, ale chyba nawet sama Gertruda nie miała nic przeciwko, bo inaczej stawiałaby jakieś przeszkody, a tymczasem obyło się prawie bez przeszkód. Tekstów nadeszło dużo (…), jest to więc numer gruby, za co z góry przepraszam”. Nie ma za co przepraszać: gdyby można było wymacać objętość internetu, byłby to numer rozkosznie opasły. Samych esejów jest w nim aż dziesięć, w tym mój, w którym opowiadam o tym, jak Stein została librecistką oper Virgila Thomsona, i co z tego wynikło, nie tylko dla historii formy. Mam nadzieję, że rozhulają się Państwo po „Polu” i nie ograniczą do lektury wyłącznie mojego tekstu.

Opery bez przecinków

Złoto i popiół

W piątek ukazało się nowe wydanie „Raptularza”, zatytułowane Pożegnani – Pamiętani. Zapowiem je słowami Redakcji, bo lepiej nie umiem: „W czas Wszystkich Świętych przywołujemy nieodżałowane osobowości, z którymi pożegnaliśmy się w trakcie mijającego roku. Mniej piszemy o śmierci, i nie stroimy się w czerń. Proponujemy za to teksty o życiu, takim, które jest przywilejem prawdziwie wielkich artystów: życiu we wdzięcznej pamięci bliskich, przyjaciół, widzów. Barbarę Rylską, gwiazdę powojennych kabaretów i wieloletnią aktorkę Teatru Kwadrat, wspomina Michał Smolis. O maskaradach Joanny Kołaczkowskiej, skrywających pakt empatycznego przymierza z widzami, pisze Izolda Kiec. Dorota Kozińska żegna fenomenalną Jadwigę Rappé. Janusza Wiśniewskiego, artystę totalnego, wspomina scenami z jego spektakli wieloletnia współpracowniczka Anna Wachowiak. O przecinających się ścieżkach twórczych Tadeusza Rolkego i Tadeusza Kantora pisze Kamila Dworniczak. W cyklu Zbigniew Raszewski. Stulecie urodzin ogłaszamy niepublikowaną dotąd młodzieńczą, wierszowaną bajkę Profesora o polskich zaświatach”.

Poniżej link do mojego tekstu, ale warto przeczytać całość.

Złoto i popiół

Kombinat sztuki

Czasem się cieszę, że jestem panią od opery, a nie od fortepianu, bo poziom emocji, jaki towarzyszył tegorocznemu Konkursowi Chopinowskiemu, wystawiłby mnie na ciężką próbę. Na szczęście już wszystko za nami i można pomału wracać do rzeczywistości. Rozpoczął się nowy sezon w TW-ON pod nową dyrekcją Borisa Kudlički. Czego się spodziewać, w których kwestiach uzbroić się w cierpliwość, a co wymaga natychmiastowej zmiany – o tym rozmawialiśmy tuż przed oficjalną nominacją kandydata. W najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” ukazał się tekst, będący poniekąd podsumowaniem naszej rozmowy. W przyszłość ukochanego teatru patrzę z ostrożną nadzieją: w końcu i Upiór musi się kiedyś zdobyć na optymizm. Zapraszamy do lektury.

Kombinat sztuki