Słowa? Słowa!

Ileż to razy już o tym pisaliśmy. Mówiliśmy, krzyczeliśmy, błagaliśmy. Wołaliśmy wielkim głosem na puszczy: w recenzjach, esejach i komentarzach. Wygląda jednak na to, że jesteśmy w mniejszości. My, wątła grupka dużych, nieźle wykształconych muzycznie i teatralnie dzieci, które chodzą do opery nie po to, żeby przyłapać nielubianego śpiewaka na wycięciu koguta, uwielbianego zaś – pochwalić bez względu na wszystko, tylko po to, żeby zrozumieć. Przeżyć, wzruszyć się i pośmiać. W poczuciu, że żadna inna forma muzyczna nie jest tak skutecznym wehikułem naszych pierwotnych, często tłumionych „w realu” emocji. O słowach, które wciąż toną w powodzi dźwięków, w styczniowym numerze „Muzyki w Mieście”.

Słowa? Słowa!

2 komentarze

  1. Robert

    Tekstu jeszcze nie czytałem w MwM (dostęp do tego tytułu mam racji zamieszkania dość ograniczony). Ale wiem jedno: opera jest nie tylko dla „gruntownie wykształconych muzycznie i teatralnie”. I całe szczęście. Pewnie dzięki temu ciąge żyje i jest wehikułem ;) Tylko czy tzw. profesjonalni krytycy o tym pamiętają? Że nie tylko oni idą do opery, żeby zrozumieć i się wzruszyć? Znam krytyków (niekoniecznie polskich), którzy, jak wynika z ich recenzji, chodzą tylko po to, żeby pochwalić ulubieńca lub zbesztać kogoś kogo aktualnie nie popierają. Omijają też pewne tytuły i pewnych kompozytorów, bo są chyba (w ich mniemaniu) ponad… I często są to osoby publikujące od lat w znanych międzynarodowych magazynach. To jest ciekawy temat…

    • Witam po długiej nieobecności! Po pierwsze, pod postem jest link do pełnej wersji felietonu, przekona się Pan, że nasze myśli idą jednym torem. Po drugie – istotniejsze – nie napisałam o „gruntownie wykształconych”, tylko o „nieźle wykształconych”. I napisałam to z gorzką ironią, w imieniu tej garstki krytyków, którzy mają dokąd pisać i dlatego piszą w obronie tak zwanych zwykłych operomanów. A co wyrabiają krytycy niekoniecznie polscy, niestety wiem dobrze. I rzeczywiście, jest to temat ciekawy, co więcej, będzie o tym w jednym z kolejnych felietonów, które MWM stopniowo „uwalnia” do sieci. Dlatego na tych łamach ukazują się z miesięcznym opóźnieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *