Straussowska wieża Babel

Dziś Prima Aprilis, ale jakoś nie jesteśmy w nastroju do żartów, zwłaszcza upiornych. Wróćmy więc jeszcze raz do Ryszarda Straussa, który – owszem – miał skłonność do figli, zarówno z tekstem, jak materiałem muzycznym. I w swojej twórczości pozwalał sobie na erudycyjne igraszki, nie dla wszystkich zrozumiałe, nie przez wszystkich doceniane, do dziś jednak dostarczające materiałów do przemyśleń, także krytykom, znawcom i miłośnikom opery. O Rosenkavalierze jako pretekście do intelektualnych zabaw dwóch tytanów teatru modernistycznego – w marcowym numerze „Muzyki w Mieście”.

Straussowska wieża Babel

8 komentarzy

  1. Janusz Szymański

    Niedościgłą Marszałkową była wielka Elizabeth Schwarzkopf, z nagrania z Karajanem, od którego zaczęła się, jakieś trzydzieści lat temu z okładem, moja przygoda ze Straussem. Potem była Regine Crespin pod Soltim, Maria Reining pod Kleiberem, no i klasyczna Viorica Ursuleac pod Clemensem Kraussem. Każde z tych nagrań było dla mnie nowym , fascynującym odkryciem. Do dzisiaj Rosenkavalier to moja ulubiona opera, nie tylko Richarda Straussa. Dlatego Pani opowieść jest dla mnie szczególnie interesująca.

    • Bardzo się cieszę, dla mnie Schwarzkopf jest do dziś niedoścignioną Marszałkową, nie tylko w nagraniu Karajana, kocham Kleibery – im wcześniejsze, tym lepsze – cudowne są wersje Reinera, Kempego, Bodanzky’ego, Kraussa… Ech, długo by wyliczać! Odkąd pamiętam, była (i jest) u nas w domu jedna szafa na Rosenkavaliera i druga na Śpiewakow norymberskich. Ha, byłabym zapomniała, trzecia na Falstaffa!

  2. Elżbieta Szczepańska

    O Straussie bardzo warto przeczytać recenzję C. Debussy’ego w „Gil Blas” z 1903 r. Debussy uważał Straussa za najwybitniejszego niemieckiego dyrygenta tej epoki, m.in. z tego względu, że nie miał takich narzędzi kokieterii, jak „artystyczny lok” (miał go Artur Nikisch) i nie uprawiał na podium „pantomimy”. Równie wysoko cenił jeszcze tylko Hansa Richtera, potwornie złośliwie drwił z Weingartnera, m.in. za ów pukiel artystyczny i za „pantomimę”.
    Nb takich opisów sztuki dyrygenckiej,jakie dał Debussy, nigdy nie czytałam przedtem ani potem.

    A w Warszawie była przez I wojną diva operetkowa Helena (?) Manowska – urodziwa, z ładnym głosem i jeszcze ładniejszym biustem. Biegali na jej występy rosyjscy kadeci i oficerowie, zajmowali krzesła w pierwszych rzędach parteru w TW. Sławna była historia, gdy w trakcie występu w Warszawie Eleonory Duse z pierwszych rzędów krzeseł dało się słyszeć głośne: „Kudy jej do Manowskoj!”

  3. Ewa Korzyńska

    Po lekturze tego wpisu przypominałam sobie,że muszę mieć na półce z nagraniami „Kawalera” ze spektaklem z Baden-Baden z 2009 ( Fleming,Koch,Damrau,Hawlata,Kaufmann) : http://mostlyopera.blogspot.com/2009/02/thielemann-rosenkavalier-with-fleming.html Nie znalazłam, ale od czego youtube.To jest chyba ta luksusowa inscenizacja, skoro do roli Włoskiego Śpiewaka zaangażowano Kaufmanna. To było jeszcze przedtem, zanim piękny Jonas zaczął pojawiać się wszędzie, że teraz to strach lodówkę otworzyć ;-) „Włoskość” śpiewaka podkreślono tutaj dodatkowo talerzem spaghetti :-) http://www.youtube.com/watch?v=QPFGX2V7Vmc
    W tym roku w Baden – Baden znowu planują „Kawalera” i to w dodatku dwukrotnie : w wersji dla dorosłych i… dla dzieci : http://www.festspielhaus.de/veranstaltung/der-kleine-rosenkavalier-06-04-2015-1100/ ( i to nie jest primaaprilis :-) )
    Może jestem staroświecka i pruderyjna, ale akurat wyjątkowo intryga tej opery, jakby jej nie przerabiać, niezbyt nadaje się dla dzieci ,nawet tych od 5 lat wzwyż. Ja rozumiem,że młodzież teraz dojrzewa szybciej niż za naszych czasów, ale widownia w tym wieku to jeszcze chyba niekoniecznie zrozumie o co w tym libretcie chodzi . Ale może się mylę …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *