Jaką jesteś tonacją?

Niedługo majówka, więc wracamy do naszych baranów, czyli niekończących się rozważań o emocjonalnym nacechowaniu poszczególnych tonacji. Bombardowani z jednej strony spiskową teorią szatańskiego stroju 440 Hz, z drugiej zaś kategorycznymi stwierdzeniami, jakoby ludzie obdarzeni słuchem relatywnym nie słyszeli różnic między tonacjami, dopóki kompozytor nie zaskoczy ich jakimś przesunięciem modulacyjnym, coraz częściej ulegamy pokusie włożenia całej tej symboliki między bajki. Jakże niesłusznie. A co gorsza, jakże niemuzykalnie, o czym w kwietniowym felietonie dla „Muzyki w Mieście”.

Jaką jesteś tonacją?

6 komentarzy

    • Nic :) Może w zaświatach dojdziecie do porozumienia z Beethovenem: że to tonacja słonecznego letniego popołudnia, obserwowanego z rezygnacją przez Florestana zza krat zgniłego lochu…

  1. Z Beethovenem nawet nie mam co się spierać. W Sonacie As-dur op. 110 jeśli coś może się kojarzyć z lochem, to na pewno nie części w As-dur, czyli pogodna i refleksyjna pierwsza oraz podniosła fuga i końcowy happy end, tylko środkowe wolne części w gis-moll i g-moll. :-)

    • No proszę, a XIX-wieczny niemiecki pianista Theodor Kullak pisał, że Beethovenowska Sonata As-dur jest „przepełniona duchem głębokiego smutku”. I żeby właściwie oddać jej charakter, trzeba ją grać „ze śpiewną, liryczną rezygnacją”. I nie miał na myśli części środkowych… Ha, będzie się o co spierać w tych zaświatach :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *