O tych bardziej i mniej wygranych

Tym podsumowaniem Upiór zamyka sprawę niedawno minionego Konkursu Moniuszkowskiego. Rzecz jasna, nie ostatecznie – teraz będzie z uwagą śledził dalsze poczynania laureatów i pozostałych finalistów, nie opuści też „swoich” przegranych po I i II etapie. W konkursowych zmaganiach ujawniły się nie tylko potencjalne gwiazdy światowych scen – także bardzo obiecujący śpiewacy oratoryjni i pieśniowi. Wciąż mam jednak nadzieję, że fenomenalnie uzdolnione, a odrzucone przez jury „brzydkie kaczątka” nie stracą zapału i mimo wszystko zdołają przetrzeć sobie szlak do pierwszorzędnych teatrów operowych.

O tych bardziej i mniej wygranych

6 komentarzy

  1. Kan

    Jury konkursowe winno, moim zdaniem, publikować rzeczowe uzasadnienia swoich decyzji -zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, tak jak to robi nieoceniony Upiór. Bo teraz to odnosi się wrażenie, że oceniają wedle jakże precyzyjnego kryterium „podoba mi się – nie podoba mi się”. Byłoby to bardzo pouczające dla słuchaczy, ale też dla samych uczestników. Pewnie że wymaga to dodatkowej pracy, ale Upiór robi to dla idei, a jury… W tym stanie, to ja bardziej wierzę Dorocie Kozińskiej i Piotrowi Kamińskiemu – to dopiero był duet! Wyraz artystyczny, impostacja, oparcie głosu (koniak czy whisky?), praca przepony – wzorowe! Chociaż ja też nie wiem, co to jest „groszkowy głos”.
    Urzekło mnie wykonanie Kadyszu Ravela, chyba w przedostatnim etapie, ale umknęło mi nazwisko sopranistki i chciałbym to jeszcze odszukać, czy Pani może mi podpowiedzieć?
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Dziękuję w imieniu swoim i Piotra Kamińskiego, głosy opierały się bezalkoholowo, całkiem własnymi siłami, w moim przypadku wspartymi katarem siennym. Rzeczowych uzasadnień od wszystkich kilkanaściorga jurorów oceniających prawie osiemdziesięcioro śpiewaków się nie domagam. Jawności punktacji – żeby w razie wątpliwości doczekać się takiego uzasadnienia – już tak. To już staje się normą na prestiżowych konkursach i dało bardzo pouczające efekty przy okazji ostatniego Konkursu Chopinowskiego – pouczające zarówno dla uczestników, jak dla fachowców i osób decydujących o składzie jury.
      Wykonań Kadyszu było kilka – jeśli nie rozpoznał Pan tego głosu w finale, zakładam, że chodziło o mezzosopranistkę Marię Ostroukhovą z Rosji, odrzuconą po II etapie.

  2. Urszula

    Też się dziwiłam potraktowaniu Long Longa, aczkolwiek warszawscy jurorzy i tak czujniejsi byli niż to się zdarzyło rok temu chyba na Operaliach (tam go wpuszczono do finału, ale nie nagrodzono!). I bardzo mi było żal Milana Siljanova, który fatalnie rzeczywiście wybrał repertuar finałowy. Ale wcześniej okazał się jednym z nielicznych, jeśli nie jedynym, który potrafi śpiewać Mozarta. To były jedyne dobre mozartowskie recytatywy w morzu miernoty w tym względzie. Zęby bolały od tych wszystkich Guglielmów zwłaszcza.
    Pozdrawiam i dziękuję za wyważone oceny.

    • Też zachodziliśmy w głowę, dlaczego wszyscy rzucili się na tę świetną skądinąd, ale „nieużywaną” arię z Cosi fan tutte. Było zresztą kilka innych takich rarytasów, które nie wiedzieć czemu powtarzały się w programach uczestników. Zapewne „spady” po poprzednich konkursach, kursach mistrzowskich i programach przyteatralnych studiów operowych. To my dziękujemy i pozdrawiamy wzajemnie!

  3. Piotr Wernicki

    Co do samego werdyktu jurorów, to na przysłowiowe pudło typowałem dwoje śpiewaków, których wprowadzili tam jurorzy. Również moją jedynką była Motolygina a trójką Long Long. Dlaczego w tej właśnie kolejności? Nie wiem. Obydwoje zaprezentowali się w finale bardzo dobrze. Może po prostu w tamtym momencie większe wrażenie wywarła na mnie Rosjanka, piękna barwa jej głosu, znakomite wykonanie arii Halki, nieprzerysowane kreacje w obu ariach. Choć podobnie mógłbym komplementować Chińczyka, jego piękną polszczyznę w arii Stefana ze Strasznego Dworu, dodając, że doskonale wiedział co i o czym śpiewa. Zatem werdykt końcowy, mimo pewnych zastrzeżeń, słuszny i satysfakcjonujący.
    Cieszy również to, że zostali dostrzeżeni i otrzymali rozmaite wyróżnienia ci, którzy mimo niewątpliwych walorów, do finału nie weszli, jak Vladislav Buyalskiy, Yuriy Hadzetskyy czy Jan Żądło.
    Jednak największym wygranym tego konkursu jest publiczność, która przez pięć dni obserwując zmagania uczestników mogła cieszyć ucho piękną muzyką, przeważnie w bardzo dobrym wykonaniu, a w szczególności słuchacze radiowej Dwójki, którzy – jak ja – oprócz pięknego śpiewu cieszyli się pięknym słowem i komentarzami Pani Redaktor, Pana Piotra Kamińskiego a także Panów Andrzeja Sułka i Jacka Hawryluka. Jeszcze raz serdecznie wszystkim Państwu dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *