Każdego roku jesienią Włóczykij wyrusza w podróż

Upał taki, że tylko patrzeć, aż pod nasz dom zajedzie żeńska Brygada Przeciwudarowa (zagadka operowo-filmowa: przy dźwiękach jakiej muzyki pielęgniarki pod wodzą Zuzanny wbiegały do swojej furgonetki?). Ogłupieliśmy ze szczętem. Daliśmy się namówić na rozwiązanie internetowego testu „Jaką jesteś postacią z Muminków?”. Przeżyliśmy jednak miłe zaskoczenie, gdyż test okazał się miarodajny: Upiór jest Włóczykijem. Wystarczyło potwierdzić, że jesteśmy niepraktyczni, decyzje podejmujemy pod wpływem chwili, wolimy pomnażać doświadczenia niż majątek, kierujemy się sercem, mamy zamiłowanie do przygód, lubimy ubierać się kolorowo, jesteśmy czuli, nieśmiali, źle się czujemy w tłumie i w gruncie rzeczy odpowiada nam los samotników – a cała prawda o Upiorze bezlitośnie wyszła na jaw.

Więc mimo upału już snujemy marzenia na przyszły sezon i mamy zamiar – podobnie jak w ubiegłym – trzymać się z dala od wydeptanych ścieżek. Niezbyt to może praktyczne, lecz ileż uciechy zapewni tym z naszych Czytelników, którzy też są ciekawi świata, a o tym, co widzieli i słyszeli wszyscy, i tak dowiedzą się z gazet i radia. Będziemy zatem tropić dzieła mniej w Polsce znane i rzadko wystawiane, uganiać się za śpiewakami i dyrygentami, których interpretacje różnią się zasadniczo od tego, co obecnie w modzie, wyszukiwać inscenizacje, które nie obrażą naszej – niezbyt przecież wybitnej – inteligencji, dostarczą nam za to wzruszeń, uciechy i mnóstwa innych emocji. Na dodatek mamy zamiar jeździć w miejsca, gdzie jest pięknie, ciekawie i niezbyt tłoczno: choćby dlatego, że po każdym spektaklu musimy trochę ochłonąć i spokojnie zebrać myśli.

Jako się rzekło, decyzje podejmujemy pod wpływem chwili, więc niewykluczone, że nasze plany jeszcze kilka razy się zmienią. Na razie nam się marzy, żeby znów dopaść zespół Welsh National Opera w jesiennej trasie po Wyspach. Gdzie? A to się jeszcze zobaczy. Może wrócimy do Llandudno, może wybierzemy się tym razem do Oksfordu, może poprzestaniemy na skromnym Birmingham. Tak czy inaczej, gra warta świeczki, bo w zwyczajowym zestawie trzech przedstawień zaanonsowano Purytanów w reżyserii Annilese Miskimmon, która podbiła nasze serca szkocką Jenufą; Orlanda pod batutą Rinalda Alessandriniego, którego nikomu w Polsce nie trzeba przedstawiać; oraz Sweeneya Todda Sondheima, czyli dzieło z gatunku, którego polskie teatry operowe unikają jak ognia, jakby musical uwłaczał ich artystycznej godności. Zapewne znów polecimy do Szkocji, choćby na Rusałkę, która coś nie ma u nas szczęścia do realizatorów, a w Glasgow będzie pierwszą produkcją pod kierownictwem muzycznym Stuarta Stratforda, nowego szefa Scottish Opera. Nic nas nie powstrzyma przed powrotem do Longborough, choć w tym sezonie przyjdzie nam chyba zatrudnić się w Londynie na zmywaku i raz w tygodniu dojeżdżać na spektakle: no bo jak tu wybierać między Tannhäuserem pod batutą Anthony’ego Negusa i Jenufą (jeszcze nie wiadomo w jakiej obsadzie, ale jakoś nie mamy wątpliwości, że w dobrej), zwłaszcza że po drodze przewidziano też nową inscenizację Le nozze di Figaro?

dscf1755-copy

Upiór nie tylko słyszy inaczej – ma też bujną wyobraźnię. Na tej starej amerykańskiej mapie nie widzi na przykład poszarpanej linii brzegowej, tylko bardzo smutną świnię. Fot. Bodin Historic Photo.

Może wybierzemy się wreszcie do Garsington, może zahaczymy o Leeds i przekonamy się, co ma do zaproponowania Opera North? Na pewno zjedziemy na stare śmieci do Berlina, kto wie, może już we wrześniu, choćby po to, żeby posłuchać Das Lied von der Erde w wykonaniu szwedzkiej Radiówki pod dyrekcją Daniela Hardinga. Ostatecznie nie samą operą Upiór żyje. Spróbujemy się rozeznać w repertuarach prowincjonalnych teatrów niemieckich, których tam zatrzęsienie i gdzie rok w rok wystawia się tyle niesłyszanych w Polsce dzieł z żelaznego kanonu operowego, że aż wstyd byłoby znów je zlekceważyć. Nie wykluczamy też wypraw w inne zakątki Europy Wschodniej: coraz ciekawsze rzeczy dzieją się nie tylko w Czechach i na Węgrzech, ale i na całkiem ignorowanych przez naszą krytykę scenach w Rumunii i Bułgarii. Połowy z naszych zamierzeń z pewnością nie uda się zrealizować. Nic nie szkodzi. Będzie o czym marzyć w następnych sezonach.

Przed tymi wyjazdami, które dojdą do skutku, weźmiemy przykład z Fileasa Fogga: „Żadnych kufrów. Włożysz w torbę podróżną po dwie płócienne koszule i trzy pary pończoch dla każdego z nas. Resztę kupimy w drodze”. Albo i nie. Bo jako się rzekło, Upiór woli pomnażać doświadczenia niż majątek. Na czwartą parę pończoch może mu nie starczyć pieniędzy. Na czwartą Jenufę – nigdy mu ich nie zabraknie.

22 komentarze

  1. Basia Jaworski

    Jak opera North: polecam Andrea Chenier! Magdalene bedzie spiewac Holenderka, nasza (wystepujaca oczywiscie glownie zagranica, a jakze!) gwazda weryzmu (i belcanto!) Annemarie Kremer. Dwa lata temu spiewala tam Norme: produkcja i sopran zostaly wybrane opera roku. Annemarie (jestemy na „ty”) powiedziala, ze produkcja zapowiada sie absolutnie super.
    Sama bym pojechala ….

    Zapomnialabym: Sweeney Todd jest super ale tak piekielnie trudny do wykonania!

    • Witam na upiornych łamach! Dzięki za podpowiedź, tak przypuszczałam, że warto i do Leeds się wybrać. Albo się w nadchodzącym sezonie rozdwoję, albo ze szczętem zbankrutuję. Ale przynajmniej wiadomo, po co żyć.

  2. Monika Żyła

    Ha, pomimo upałów Upiorowy terminarz zapowiada się naprawdę wspaniale!! Bierzmy i jedzmy z tego wszyscy! Tymczasem w San Francisco mgła… Ale jak kiedyś nie powiedział Mark Twain “The coldest winter I ever spent was a summer in San Francisco.” Ukłony!

    • Moniko, nareszcie u nas. Wiem, że śledzisz, cieszę się, że się w końcu odezwałaś. Sama jestem ciekawa, które z tych planów uda się zrealizować. Ale konsekwentnie będziemy słuchać pod prąd! Czołem i do zobaczenia wkrótce.

  3. Kan

    Das Wandern ist des Müllers Lust, das Wandern!
    Das mus ein Schlechter Müller sein,
    Dem niemals fiel das Wandern ein, das Wandern.

      • Kan

        Ciekaw jestem, jaką muzykę pakują Państwo Upiorstwo do odtwarzaczy takich i owakich? W drodze dobrze robi TS Eliot pod kwartety Beethovena, bo Muss es sein? Es muss sein! A na miejscu porter.
        W dawnych latach kawał świata zjeździłem autostopem. Wtedy w Anglii najlepiej brały, o dziwo, dobre samochody, zdarzył mi się nawet – jak Boga kocham! – Rolls. Teraz to taką furą jeździ nawet właściciel, jak ją Pilch przezywa, Cracovii Kraków.
        Miło wspominam godzinną konwersację z londyńskimi bobbys, kiedy moją niedoskonałą angielszczyzną musiałem ich przekonywać, że jestem rojalistą i w żaden sposób nie chciałem znieważyć Her Majesty the Queen. Cóż, okazało się, że był to jedyny płot w Londynie, przy którym po wyjściu z pubu nie należało się… zatrzymywać. If you do not come too close, If you do not come too close,/ On a summer midnight, you can hear the music/ Of the weak pipe and the little drum… (Eliot, East Coker).
        Czy Upiór pamięta, że przed HM należy dygnąć?

        • Ha, dużo pytań. Po pierwsze, upiorny pluralis ma walor głównie stylistyczny i dotyczy od jednej do trzech osób, zależnie od konfiguracji i nastroju. Uwaga: konfiguracje bywają rozmaite. Po drugie, Upiór bez względu na konfigurację (no, przyznaję, z wyjątkiem jednej wędrówki) nie używa samochodu. Słucha natomiast w podróżach pociągiem, autobusem i samolotem, najczęściej kompulsywnie, do upadłego, jednego utworu bądź jednego wykonawcy. W najczęstszej upiornej konfiguracji odbywa się to za pośrednictwem tak zwanego frankensteina, czyli rozgałęziacza do słuchawek, którym Upiór łączy się ze współtowarzyszem wędrówki (albo odwrotnie). Frankenstein został nabyty przez internet po przykrych doświadczeniach w pewnym walijskim pensjonacie, kiedy nazajutrz złożono donos w recepcji za słuchanie po nocy „Czarodziejskiego fletu” (bez słuchawek).
          Kiedy Upiór będzie miał okazję, dygnie lub złoży stosowny ukłon przed HM (zależnie od konfiguracji).

  4. babcia harfistka

    Kobieca intuicja – jeśli to ona, rzecz jasna – mówi mi, że par pończoch będzie co najmniej pięć, a resztę (też) się zobaczy.
    Niezależnie od herbstwanderlusta i włóczykij(o)stwa.

    • A sprawdzałeś? Podeślę Ci ten link, potem mi donieś, poproszę :) To bardzo porządny test, nie tam jakieś fejsbukowe wygłupy, dostępny na oficjalnej stronie Muminków.

  5. Piotr Kamiński

    Wyszła mi Mama Muminka, która jest moim Ideałem, ale to kompletna bujda, niestety – np., choć nie wyłącznie, dlatego, że takie testy nie pozwalają na third option: „BOTH”. Np. czy chcę dóbr materialnych, czy doświadczenia. I jeszcze : czasem postępuję wedle przepisów rozsądku, ale jedyne, co mi rozsądek podpowiada (przez 66 lat nie wymyśliłem mądrzejszego kryterium), to że rozsądne jest przeciwieństwo tego, na co mam ochotę… I tak dalej.

    • Co do pierwszego, to ja jednak zdecydowanie Włóczykij (o czym między innymi świadczy stan moich zasobów materialnych po minionym sezonie). Co do drugiego natomiast – niebezpiecznie-śmy podobni… Ale mam zamiar coś z tym zrobić i być głupsza (czyli mniej rozsądna) niż kiedykolwiek przedtem.

  6. Kan

    Dylemat „To be, or not to be” wyewoluował do postaci “mieć czy być” – i świat zdecydował na korzyść mienia. Ale, moim skromnym zdaniem, świat nie ma racji! Czy Czcigodny Upiór się z tym zgodzi?

    Ps. Po co tyle pończoch? Rajstopy to rozumiem, w fiaciku, a jakże – polskim, służyły jako zamiennik paska klinowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *