Muzycy w trybach historii

Trochę się dziwnie zrobiło. Bo pisałam ten felieton w środku lata, kiedy przez Warszawę toczyła się kolejna fala tropikalnych upałów, a ja – nie mogąc zebrać myśli – oddawałam się ulubionemu w takich sytuacjach zajęciu, czyli szperaniu w czeluściach YouTube. Trafiłam na coś bardzo dziwnego, co skłoniło mnie do dalszych poszukiwań, których wynikami podzieliłam się na Facebooku. I się zaczęło. Teraz ten drobiazg – opublikowany w październikowym numerze „Muzyki w Mieście” – zrobił się przewrotnie na czasie, bo wpadliśmy w kolejny wiraż historii i jeszcze nie wiadomo, co nas czeka za tym zakrętem. Życzyłabym sobie i wszystkim melomanom, żeby politycy nie okazali nagłego zainteresowania muzyką, która od tylu kadencji obchodziła ich nie więcej niż zeszłoroczny śnieg. I niech tak już lepiej zostanie. Będzie można spokojnie robić swoje.

Muzycy w trybach historii

11 komentarzy

  1. Piotr Kamiński

    Pisz oczywiście o Lemieszewie, a nawet o Neleppie – który byl z kolei największym Hermanem, a splamił się znacznie gorzej…

        • Kto? Nelepp, Ogrenicz czy Lemieszew, bo już się pogubiłam…? Co do Lemieszewa, jest takie nagranie z lat 50., po rosyjsku, w świetnym przekładzie. Na „Gorieli zwiozdy” dostaję dreszczy, na „usłyszał ja szelest odieżdży” łzy mi stają w oczach, a potem już poszło… Efekt murowany, jak z psem Pawłowa.

          • Piotr Kamiński

            To był akurat Ogrenicz. Zawsze wolę dobre śpiewanie w przekładzie od złego w oryginale. To paraliżuje najlepszych, niektórym wręcz głos odbiera…

            • Kan

              Zgoda. Pan najlepiej wie, ile trudu śpiewaka i korepetytora kosztuje znośne opanowanie obcej wymowy, a i tak często jest coś nie tak.
              Do wymienionych przez Pana może warto jeszcze dodać Marka Reizena. Jest archiwalne nagranie filmowe, gdzie Reizen śpiewa arię Gremina w wieku 90 lat!

  2. Kan

    Горели звезды…
    Благоухала ночь…
    Дверь тихо отворилась,
    услышал я шелест одежды…
    Вошла она
    и на грудь мне упала…
    О сладкие воспоминанья!
    О где вы, ласки,
    объятья, страстные лобзанья!..
    Как легкий сон вдруг быстро все исчезло…
    Мой час настал, да!
    И должен я погибнуть,
    И должен я погибнуть…
    Но никогда я так не жаждал жизни,
    не жаждал жизни!..

    Ta naturalność śpiewu Lemieszewa! I bez typowego wówczas, a i teraz nierzadko też, duszerazdiratielstwa. A przy tym ze słowiańskich języków chyba rosyjski eufonicznie jest najbliższy włoskiemu.

    A swoją drogą zdolny był ten Lemieszew: trzy Ordery Lenina, Nagroda Stalinowska (prawda, za rolę filmową – 100 tys. rubli i bezpłatna komunikacja), a do tego pięć żon.
    Miał odmówić? Wtedy można było tylko „odmówić przyjęcia” Nobla, jak Pasternak. Kobietom też nie mógł odmówić, bo był przystojniacha.
    Szostakowicz zapisał się do partii wtedy, kiedy już nie musiał, ale guzik mnie to obchodzi, kiedy słucham jego II Tria albo Kwartetów. Symfonie nie wszystkie musiały powstać, no ale są.
    Historia zresztą już zrobiła swoje, komunizm upadł, a muzyka Szostakowicza i sztuka Lemieszewa żyją, chociaż ta ostatnia w bardzo ograniczonym zakresie, więc chwała pani Dorocie, że przypomina.

    Przyłączam się do najserdeczniejszych życzeń „żeby politycy nie okazali nagłego zainteresowania muzyką”! Na szczęście Konkurs Chopinowski jest raz na pięć lat, więc dopiero wtedy dowiemy się czegoś nowego o „armatach ukrytych w kwiatach”.

    • A jak przedziwną urodę miała ta pierwsza żona! Radzę poszukać, są gdzieś w sieci zdjęcia.
      Co do Szostakowicza, naprawdę wolę się nie zastanawiać, czy musiał. Tamtej sytuacji i zakorzenionego w tym człowieku lęku chyba nigdy nie zrozumiemy. I dobrze nam tak.
      W tym roku szczęśliwie obyło się bez armat. A za Konkursem już tęskno.

      • Kan

        „W tym roku szczęśliwie obyło się bez armat.”
        Ranyboskie, czy to znaczy, że Upiór śmiał śmieć nie słuchać Najwyższego Przemówienia o tym, że to wrogowie Polski nazwali muzykę Chopina armatami ukrytymi w kwiatach!!!? Armatni lapsus z poprzedniego Konkursu („w krzakach”) był przynajmniej śmieszny. Upiór pewnie wtedy gonił z Gońcem.

        Jeszcze o Lemieszewie. Tutaj o rodzinnnych sporach spadkowych (wielkie mieszkanie w centrum Moskwy wraz ze zbiorami!). Jak zwykle, trudno zrozumieć, co ma być czyje. Zgoda zapanowała tylko przy konkluzji prowadzącego program, że Lemieszew jest „nasz”. Ale są ciekawe zdjęcia i ponumerowane żony. O czwartej (staż małżeński też 4 lata: „po prostu się rozeszliśmy”) córka mówi, że mużyki rwali mamu na czasti. No i są fragmenty filmowe jego chyba najsłynniejszego numeru, czyli arii Leńskiego. Okazuje się też, że to Bolszoj zrezygnował z Lemieszewa, czyli nic nowego.
        https://www.youtube.com/watch?v=6ITyMHtZ2LQ

  3. schwarzerpeter

    No, coz. Kto powiedzial, ze wielki artysta musi byc wielkim czlowiekiem?
    To samo odnosi sie do naukowcow. Na przyklad Philipp Lenard, Fritz Haber – liste mozna ciagnac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *