Czym nasze życie? Grą!

Kiedy w moskiewskim Teatrze Bolszoj szedł Sadko i w partii tytułowej miał wystąpić Georgij Nelepp, miłośnicy opery wykupywali bilety z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i zjeżdżali na przedstawienie z całego Związku Radzieckiego. Wysoki, z gruba ciosany, a mimo to przystojny, łączący nienaganną prezencję sceniczną z pełnym dostojeństwa gestem aktorskim, przyciągał do teatru nie tylko wielbicieli pięknego śpiewu. Rosjanie kochali swoich primi uomini – choć więcej było wśród nich śpiewaków obdarzonych lekkim, przejrzystym jak kryształ głosem lirycznym, niż spadkobierców tradycji Nikołaja Fignera, pierwszego odtwórcy partii Hermana i Vaudemonta w operach Czajkowskiego, jednego z najsłynniejszych carskich tenorów dramatycznych. Takie perły, jak Iwan Jerszow i Anton Bonaczycz, trafiały się sporadycznie. Nelepp po dziś dzień uchodzi za fenomen w tym względzie, niedoścignionego wykonawcę specyficznie rosyjskich partii „bohaterskich”, być może najlepszego w dziejach protagonistę Damy pikowej. Znany jest wszakże nielicznym – z powodów dość złożonych i nie w pełni wyjaśnionych, jak często w ZSRR bywało.

Biografię na Wikipedii ma tylko po niemiecku, japońsku i rosyjsku, choć urodził się w 1904 roku we wsi Bobrujki na obszarze dzisiejszej Ukrainy, wówczas w granicach tak zwanego Lewobrzeża Ukrainy Naddnieprzańskiej, w guberni czernihowskiej Imperium. Śpiewał od dziecka, jak to w tamtych stronach. Wstąpił do Armii Czerwonej w wieku lat piętnastu. Cztery lata później został oddelegowany na naukę topografii wojskowej do Piotrogrodu (w 1924 roku przemianowanego na Leningrad). Tak się złożyło, że piotrogrodzka szkoła topografów leżała w bliskim sąsiedztwie konserwatorium i wieści o czerwonoarmiejcu z głosem jak dzwon rozniosły się lotem błyskawicy. Młodego Neleppa zaciągnięto nieomal siłą przed oblicze samego Głazunowa. Wysłuchał, pochwalił i skierował go do klasy Josifa Tomarsa, znakomitego, dziś całkiem już zapomnianego tenora dramatycznego.

x_3360e92d

Georgij Nelepp jako Florestan w Fideliu.

Nelepp zadebiutował na scenie Teatru Maryjskiego w lutym 1929 roku, jeszcze podczas studiów. Krytycy – wśród nich zaprzyjaźniony z Szostakowiczem Iwan Sollertyński – z miejsca zwrócili uwagę na jego niezwykły potencjał wokalny i dramatyczny. Młody śpiewak odznaczał się niezwykłym zapałem i pracowitością, szybko uczył się ról i sumiennie pracował nad rysunkiem postaci. W 1939 dochrapał się pierwszego ważnego odznaczenia – Zasłużonego Artysty RFSRR; wkrótce potem, w 1942, otrzymał Nagrodę Stalinowską I klasy za rolę Jurija w Czarodziejce Czajkowskiego. W Maryjskim występował prawie do końca wojny. W 1944 roku skorzystał z zaproszenia moskiewskiego Teatru Bolszoj, który szukał nowych solistów po powrocie zespołu z ewakuacji. Dostał angaż z pocałowaniem w rękę i rozpoczął triumfalny pochód przez kolejne inscenizacje stołecznej sceny. Oprócz wspomnianego już Sadka śpiewał główne partie w Pskowiance, Nocy majowej i Bajce o carze Sałtanie Rimskiego-Korsakowa, w operach Glinki (Sobinin w Iwanie Susaninie i Finn w Rusłanie i Ludmile), Musorgskiego (Samozwaniec w Borysie i Golicyn w Chowańszczyźnie). Występował w dziełach innych kompozytorów słowiańskich (za rolę Jenika w Sprzedanej narzeczonej dostał kolejną Nagrodę Stalinowską, śpiewał również Jontka w Halce – warto dodać, że obydwie opery nagrał pod batutą Kiryła Kondraszyna). Zapadł w pamięć jako rewelacyjny Don José, porywający Radames i fenomenalny, chwalony także przez Niemców Florestan. Do historii przeszedł jednak dzięki niezrównanym interpretacjom „cięższych” partii z oper Czajkowskiego, na czele z Hermanem z Damy pikowej.

Krytycy piali z zachwytu nad jego potężnym i dźwięcznym, a przy tym zaskakująco ciepłym w barwie i giętkim tenorem, wychwalali też jego nieskazitelną technikę i umiejętność tworzenia wielowymiarowych, poruszających postaci. Publiczność waliła do teatru drzwiami i oknami. Koledzy jednak go unikali. Jeśli wierzyć słowom Galiny Wiszniewskiej – ulubionej partnerki scenicznej Neleppa, która wydała swoją słynną autobiografię w 1984 roku, prawie trzydzieści lat po śmierci śpiewaka – nie bez przyczyny. Prawda zaczęła wychodzić na jaw w 1956 roku, wraz z wypuszczanymi na wolność więźniami GUŁAG-u. Wielu z nich zadenuncjował Nelepp, charyzmatyczny artysta, a zarazem bezlitosny intrygant i gorliwy współpracownik NKWD.

Niewykluczone, że był wśród nich także Nikołaj Pieczkowski, starszy od Neleppa o osiem lat solista opery leningradzkiej i w swoim czasie ulubieniec tamtejszej publiczności. Występowali w podobnym repertuarze: w 1937 roku Pieczkowski zastąpił niedysponowanego Neleppa w czwartym akcie Carmen i dostał frenetyczne brawa już po pierwszym wejściu. Kiedy doszło do sytuacji odwrotnej i Nelepp w ostatniej chwili zmienił chorego Pieczkowskiego w partii Hermana, część widzów pomaszerowała do kasy i zażądała zwrotu pieniędzy za bilety. Świadkowie tamtych wydarzeń przyznają, że Nelepp miał lepsze warunki wokalne, ustępował jednak Pieczkowskiemu aktorsko. Jego rywal miał wielką charyzmę i znakomity warsztat, doskonalony przez lata pod okiem samego Stanisławskiego. Ponoć gdy wchodził na scenę, widownię przebiegał dreszcz – łatwo to sobie wyobrazić, porównując choćby zdjęcia sceniczne obydwu artystów. Nagrania porównywać trudniej, bo w archiwach nie zostało prawie nic po Pieczkowskim.

324_001

Nikołaj Pieczkowski w roli Don Joségo w Carmen.

Kiedy rozpoczęła się blokada Leningradu, Pieczkowski utknął w odległej o kilkadziesiąt kilometrów daczy, gdzie opiekował się chorą matką. Podobno kontaktował się z radzieckimi władzami miasta, przekazywał im cenne informacje, wspomagał okoliczną ludność i żołnierzy partyzantki. Rozniosła się jednak wieść, że współpracuje z okupantem, że śpiewa za niemieckie pieniądze w krajach bałtyckich, ba, jeździ na gościnne występy do Niemiec. Do zarzutów o kolaborację dołączyły wkrótce plotki, że Pieczkowski jest homoseksualistą. Po zakończeniu wojny artysta przedostał się do Moskwy z zamiarem złożenia obszernych wyjaśnień. Aresztowano go tuż po przybyciu do stolicy. W listopadzie 1945 roku został skazany na dziesięć lat łagru – na mocy doraźnego wyroku speckomisji. Trafił do obozu za kołem polarnym. Nie dał się złamać: zorganizował więzienną trupę teatralną, z którą udało mu się wystawić aż trzy opery, Pajace, Damę pikową i Carmen. Po wyjściu z łagru nie wrócił na wielką scenę. Występował między innymi w Rydze i Swierdłowsku, dostał pracę w leningradzkim domu kultury, założył i prowadził własny chór amatorski. Zmarł w 1966, niespełna rok po ostatnich koncertach w Leningradzie, na których znów śpiewał przed widownią wyprzedaną do ostatniego miejsca.

Dziesięć lat wcześniej, niespełna rok przed śmiercią Neleppa, za kulisami moskiewskiej sceny pojawiła się starsza kobieta i poprosiła o chwilę rozmowy z pierwszym tenorem. Kiedy Nelepp wyszedł jej na spotkanie, uderzyła go w twarz i wyzwała od zdrajców. Po chwili zamieszania wyjaśniła, że stojący przed nią podlec wysłał do łagrów dziesiątki niewinnych ludzi. Nelepp zmarł wkrótce później, 18 czerwca 1957 roku. Miał zaledwie pięćdziesiąt trzy lata.

„Czym nasze życie? Grą! Dobro i zło? To tylko mrzonki! Praca, uczciwość? Bajki dla niewiast!” – śpiewa na wpół oszalały Herman w III akcie Damy pikowej. Nie sposób dziś ustalić, kto za sprawą Neleppa wylądował w lodowym piekle Arktyki. Jeśli wśród ofiar jego donosicielstwa znalazł się także Pieczkowski, losy obydwu potoczyły się jak w finale arcydzieła Czajkowskiego. Dziś ty, jutro ja. Karta Neleppa odwracała się długo. Pieczkowski i tak go przeżył. Nie zdołał jednak odebrać Neleppowi tytułu największego Hermana w dziejach fonografii.

9 komentarzy

  1. Janusz Szymański

    Poruszający, skłaniający do refleksji tekst. Nelepp w nagrania Damy Pikowej – ok. 1950 – rzeczywiście fenomenalny, ale i cała produkcja jest wyjątkowa. Sądzę że zdecydowało o tym charyzmatyczne prowadzenie zespołów Teatru Bolszoj przez Aleksandra Melik-Paszajewa. Powojenne dziesięciolecie 1945 – 55, zaowocowało całą serią wybitnych nagrań klasyki Rosyjskiej opery, do dziś nie dościgłych.

    • To był rzeczywiście złoty okres. Notabene, ten przykład z YT (na co od razu zwrócił uwagę Piotr Kamiński) nie jest z nagrania Melika-Paszajewa, szczerze mówiąc, nie wiem, przy jakiej okazji i pod czyją batutą nagrano tę arię (orkiestra ta sama, czyli Bolszoj). Sądząc z odrobinę już „przydymionego” głosu Neleppa, to jedno z jego późniejszych nagrań.
      Ostatnio słucham do upadłego kompletnie u nas zapoznanych i lekceważonych oper Rimskiego-Korsakowa. I tu polecam nie tak olśniewające pod względem obsady wokalnej nagrania moskiewskiej Radiówki z Nikołajem Gołowanowem – bezcenny dokument dawnej rosyjskiej gry orkiestrowej (na czele ze słynną rosyjską szkołą gry na instrumentach dętych, nawiązującą bezpośrednio do francuskich i niemieckich wzorców z końca XIX wieku).

      • Kan

        Wsie goworiat: Niet prawdy na ziemle, no prawdy niet i wysze – to chyba jedna z najbardziej poruszających kwestii egzystencjalnych w operze, a w wykonaniu Jewgienija Niestierienki (Mark Ermler, 1986) i z jego intonacją – tym bardziej. Mnie przy tym dreszcz po grzbiecie przebiega. Znam tylko to nagranie „Mozarta i Salierego”, ale chyba nawet w Rosji nie ma ich za wiele.
        Kto właściwie wrobił Salierego w to rzekome zabójstwo Mozarta?

        • Jest jeszcze prawdziwy rarytas: przedstawienie z Teatru Bolszoj z 1981 roku, wydane parę lat temu na DVD, razem z „Kamiennym gościem” Dargomyżskiego. Dyryguje Ruben Wartanian, Salierego śpiewa Ejzen, Mozarta – Maslennikow.
          Tak na dobre, to Puszkin. Ale plotki zaczęły krążyć wkrótce po śmierci Mozarta. On sam bredził w malignie, że otruli go jacyś wenecjanie. O tym, że podejrzenia zaczęły krążyć wokół Salierego, wspominali już Beethoven i Weber, a później Rossini.

        • Piotr Kamiński

          Legendarnych i właściwie obowiązkowych „Mozartów i Salierich” jest trzech :

          Lemieszew, Pirogow, Samosud (1947),

          https://www.youtube.com/watch?v=ilw7oIkrDj4

          Kozłowski, Reizen, Samosud (1951)

          https://www.youtube.com/watch?v=O687ywgnFHw

          Ogniewoj, Gmyria, Grikurow (1963).

          https://www.youtube.com/watch?v=jaGwEvONwIs

          W kwestii „otrucia” Dorota odpowiedziała. Sam Mozart opowiadał na kilka tygodni przed śmiercią, że go otruto „acqua toffana” – Giulia Toffana to sławna trucicielka neapolitańska z XVII wieku, która występuje na balu u Wolanda w Mistrzu i Małgorzacie. Bajka przygasła jednak na 30 lat, a wskrzesił ją sam Salieri, który najpierw zaklinał się, że nie ma z tym nic wspólnego (choć go nikt o to nie pomawiał), a potem, w przedśmiertnej malignie, podobno zaczął się sam oskarżać. W każdym razie plotka o tym obleciała cały Wiedeń, choć dwaj służący Salieriego przeczyli, jakoby słyszeli coś takiego z ust pryncypała. A potem już poszło. Do dnia dzisiejszego dolicznoo się 150 różnych teorii na temat śmierci Mozarta, niektóre całkiem poważne – ale żadna jak dotąd nie wygrała.

          • O, wielkie dzięki. Co do „Nocy majowej”, polecam też krążące po sieci fragmenty z udziałem Leonida Sobinowa – z samego początku XX wieku i trochę późniejsze. Z „carskich” tenorów lirycznych mój absolutnie ulubiony.

  2. Janusz Szymański

    Pani Doroto podzielam absolutnie Pani entuzjazm. Udało mi się swego czasu posiąść kilka nagrań Rimskiego, za grosze, na sławetnym Jarmarku Europa, oraz za kilka hrywien na targu bukinistów we Lwowie. Posiadam więc Rimskiego Kościeja… (Samosiud), Noc majową i Noc wigilijną ( obie pod Gołowanowem), Sadko (Nellep z Gołowanowem). Słucha się tego z zapartym tchem.

    • Piotr Kamiński

      Bodaj jeszcze lepszą Noc majową zrobił Niebolsin z Lemieszewem, a wśród klasyków tej dyskografii są jeszcze cudowna Snieguroczka z Kondraszynem i nieodzowny Sałtan z Niebolsinem. Wyłazi to wszystko na youtubie zresztą, czasami w paru różnych wrzutach.

  3. Kan

    Pięknie dziękuję Państwu za informacje. Jak to dobrze, że jest kogo spytać!

    A w czasie pogrzebu Neleppa (tzw. grażdanskaja panichida z wystawieniem zwłok w otwartej trumnie) wykonywano „Marsz pogrzebowy” Chopina w instrumentacji Głazunowa.
    W poszukiwaniu nagrań Neleppa trafiłem na „Księgę żałobną Teatru Bolszoj” (Pochoronnaja kniga Bolszogo tieatra) 1934 – 1981 z rejestrem pogrzebowych wykonań tej wersji Marche funebre.
    Kogo tam nie ma: Kirow, Krupska, Żdanow, Stalin („5/3 1953 umarł Wielki /przekreślone/ Stalin”.) itp. itd. Chyba nasi chopinolodzy to znają?
    http://oteatre.info/pohoronnaya-papka-bolshogo-teatra/#footnote_55_618

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *