Dobra klaka nie jest zła

Upiór stworzenie sentymentalne, więc czasem mu się zdarza zatęsknić za starą dobrą klaką. Była to bowiem instytucja w pełni zawodowa, szczodrze finansowana, podchodząca do rzeczy sumiennie i ze sporym znawstwem. Żarty na bok, zwłaszcza że dziś rolę klaki wzięła na siebie duża część krytyki i lwia część tak zwanej publicystyki muzycznej. Samo zjawisko wciąż jednak warte rozważenia, zwłaszcza w kontekście psychologii tłumu. O coraz mniej docenianych walorach myślenia krytycznego, owczym pędzie i lożach szyderców – w majowym felietonie do „Muzyki w Mieście”.

Dobra klaka nie jest zła

5 komentarzy

  1. „Epoka historycznego odbioru” byłaby fajnym określeniem, gdyby nie to, że mechanizm rządzący klakami i klakierami jest ponadczasowy. Przyznasz, droga koleżanko, że coraz częściej w naszym pięknym kraju bywamy na takich premierach… ;-)

  2. Kan

    Tenor, o którym pisałem,
    Skończył takim morałem,
    Że od klaki, co tu kryć,
    Ucierpieć możeć rzyć.
    A ja dodam już za niego:
    Furda ta, ważniejsze ego.

  3. Kan

    Odpowiem jak Gombrowicz: Nie jestem ja na tyle szalonym, żebym w Dzisiejszych Czasach co mniemał albo i nie mniemał. Ha, Upiór też nie zdradza premiery, która była inspiracją dla świetnego tekstu.
    Kiedyś pewnego wysokiego wzrostem polityka (nawiasem mówiąc, spośród tzw. trzech tenorów), spytano czy niżsi, często nikczemnego wzrostu, w kontaktach z nim nie odczuwają dyskomfortu. Odpowiedział, że taki 160 cm zwykle ma ego dwumetrowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *