Straszni nowi mieszczanie

Teatr operowy nie powinien być muzeum ani skansenem dawnych praktyk reżyserskich. Nie może być też placem zabaw dla dorosłych, leżanką do wyznań przed zbiorowym psychoterapeutą ani ekspozycją sztuki współczesnej z podkładem muzycznym na żywo. Spektakli wizjonerskich, wyreżyserowanych po mistrzowsku i zmuszających do myślenia domagają się już nie tylko krytycy, ale i widzowie, znużeni epigońskimi próbami wtłoczenia opery w konwencję teatru postdramatycznego. O wspaniałych początkach Regieoper, jej apogeum w Bayreuth za rządów Wielanda Wagnera i długiej, wstrząsanej coraz paskudniejszymi drgawkami agonii piszę na łamach wakacyjnego numeru miesięcznika „Teatr”.

Straszni nowi mieszczanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *