Życie i czasy Roberta Wilsona

Czasem nie wszystko idzie po naszej myśli – choćby powrót ze znakomitej muzycznie Chowańszczyzny w mediolańskiej La Scali, który z powodu spóźnienia samolotu przeciągnął się o niespodziewany postój w heskim miasteczku Rüsselsheim am Main. Podczas jednej z najkrótszych nocy w życiu Upiora udało się stwierdzić, że w Rüsselsheim – oprócz siedziby zakładów Opla i fabryki podzespołów do sprzętu firmy Hewlett-Packard – mieści się także teatr, gdzie we wrześniu dadzą Traviatę. Nie ma się z czego śmiać: w Niemczech działa ponad sto scen operowych i oferujących repertuar mieszany, dziesięć razy więcej niż Polsce, gdzie właściwie żadna opera nie funkcjonuje tak, jak powinna, i to w każdym miejscu z innych powodów. O przeciągającym się ponad wszelką miarę i przyzwoitość kryzysie w Operze Wrocławskiej napiszę już wkrótce u siebie. Recenzja z warszawskiej Toski niedługo w „Tygodniku Powszechnym”. Tekst o poznańskim Fauście czeka w kolejce do miesięcznika „Teatr”. Tymczasem dzielę się z Państwem poprzednim materiałem powstałym na zamówienie „Teatru”. Esej o potyczkach Roberta Wilsona z operą ukazał się w numerze marcowym, na marginesie niedawnej premiery Turandot w Teatro Real.

Życie i czasy Roberta Wilsona

2 komentarze

  1. Marek

    O! Będzie na rynku medialnym kolejna recenzja warszawskiej Toski. Niektóre spektakle w Polsce pociągają za sobą istną „klęskę urodzaju” recenzji. Gdzieś nawet czytałem dwa elaboraty na temat tej Toski, bo była tam I i II obsada. Ale oczywiście do TP sięgnę a teraz zapytam: naprawdę tak inspirujący to był spektakl, że recenzji, jak na polskie warunki, jest co niemiara? ;) Fausta, niestety, widziałem, ale chyba też było o nim sporo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *