Elegia na śmierć Orfeusza

Myśli trzeba było zebrać bardzo szybko i przygotować krótki nekrolog. O Krzysztofie Pendereckim i jego twórczości będę pisać w najbliższych tygodniach do kilku różnych tytułów. W każdym eseju o czymś innym. Proszę trzymać kciuki, żeby nic nie pokrzyżowało tych planów. Wkrótce szykuję dla Państwa niespodziankę na Święta – żeby było nam trochę lżej. Tymczasem zapraszam na internetowe łamy „Tygodnika Powszechnego”, gdzie nie tylko moja refleksja, ale też specjalny serwis poświęcony zmarłemu kompozytorowi – a niedługo również obszerny dodatek specjalny.

https://www.tygodnikpowszechny.pl/elegia-na-smierc-orfeusza-162838

4 komentarze

  1. Przeczytałam felieton w TP i moim zdaniem jest tam zbyt duży skrót myślowy. Po Pasji nikt nie mówił o „sacro polo”, tym bardziej, że ten termin jeszcze nie istniał, ale gdyby nawet istniał, to akurat nikomu pewnie nie przyszłoby do głowy takie porównania – na pewno nie w stosunku do Pasji czy Jutrzni, które wciąż wnosiły coś zupełnie nowego. O zdradzie awangardy mówili wówczas tylko krytycy niemieccy, i to nie wszyscy.
    Termin „sacro polo” zaczął być stosowany gdzieś w latach 90., wcześniej jeszcze, w latach 80., używano raczej terminu Kisiela „socrealizm liturgiczny”. Nie dotyczyło to zresztą tylko muzyki Pendereckiego, ale także np. Kilara. I nie chodziło już wówczas o żadną zdradę awangardy, tylko o inne sprawy, ale to już całkiem inna historia, nie będę się rozpisywać.
    Jeszcze jedno: „De natura sonoris” nie jest tryptykiem. Każdy utwór jest osobny i każdy jest inny, a ściślej biorąc trzeci, dużo późniejszy, od dwóch pierwszych.

    • Co do pierwszego zarzutu, pełna zgoda, powinnam była dodać „później” albo „stopniowo”, bo oczywiście miałam na myśli to, o czym piszesz, ale wyszło, jak wyszło, myślałam, że i tak będzie czytelne.
      Co do tryptyku – no cóż, może lepiej wziąć w cudzysłów, z pewnością nie był to tryptyk zamierzony, ale w literaturze pojawia się takie określenie – zresztą samo się narzuca, bo to naprawdę swoisty tryptyk, w którym Penderecki niejako podsumowywał, co myślał o naturze dźwięku w poszczególnych okresach swojej twórczości.
      Cóż, musieliśmy to upchnąć w objętości niespełna 2500 znaków. Teraz będzie czas popisać na spokojnie – będą co najmniej trzy duże eseje, jeden o operach, drugi o „niemieckim” czasie jego kariery, trzeci – jeszcze się zobaczy. Z czasem i tu się pojawią.

    • Dobiasz

      „Sacro polo” to chyba Andrzej Chłopecki ukuł. Swoją drogą, ciekawe co sobie po spotkaniu Tam powiedzieli…

      • Owszem, w latach 90. Jak wyjaśniałam wyżej Dorocie – wyszedł skrót myślowo-redakcyjny :) Fakt, ciekawa byłaby ta rozmowa w zaświatach – ale myślę, że dużo bardziej dobroduszna niż się wielu młodym zdaje. Chłopecki był o pokolenie młodszy od Pendereckiego, ale należał do minionej już epoki, kiedy twórcy, artyści i krytycy potrafili sobie nawtykać, nawyzywać się od ch…, obrazić na dziesięć lat, po czym ni stąd, ni zowąd pójść razem na wódkę. Jeszcze ja się psim swędem załapałam na ten sposób myślenia, ale chyba tylko dlatego, że byłam najmłodszym dzieckiem w rodzinie, o kilkanaście lat młodszym od rodzeństwa, i wychowałam się po cygańsku, wśród artystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *