Bartók na bosaka

Przez pewien czas znajdą Państwo na mojej stronie znacznie więcej relacji z zagranicy niż innych materiałów, ale mam nadzieję, że i tak się nie znudzą – zwłaszcza że sezon dobiega końca z impetem i już teraz mogę potwierdzić, że okazał się jednym z najbardziej udanych w minionej dekadzie. W kolejce czeka już Festiwal Händlowski w Getyndze i pierwsze od prawie ćwierćwiecza wykonanie Parsifala w Szkocji, przed nami letnie festiwale operowe w Anglii (w tym również mój debiut prasowy w Glyndebourne), a tymczasem zapraszam na podsumowanie wrażeń z tegorocznej Praskiej Wiosny. Na początek esej-portret dwóch kobiet niezwykłych: Patricii Kopatchinskiej i Barbary Hannigan (podaję link do strony „Tygodnika Powszechnego”, a przy okazji donoszę, że nowe, świąteczne wydanie papierowe można już kupić w kioskach). W następnej kolejności recenzja z praskiej premiery Dialogów karmelitanek, tym razem na wyłączność Upiora. A potem sami Państwo zobaczą i – mam nadzieję – kiedyś usłyszą.

Bartók na bosaka

2 komentarze

  1. Andrzej Kepiński

    Jakżesz Pani ucieszyła serce i uszy fana (a może i psycho-, bo pierwszego, rodzinnego CD Rapsodia Kopatchinskich szukałem po całym cywilizowanym świecie) zestawieniem sztuki wykonawczej Patricii Kopatchinskiej i Barbary Hannigan! Bo przecie „Potrzeba nam więcej takich czarownic i kapłanek. Niech opowiadają swoje historie: muzyką bliższą naszym sercom niż ktokolwiek mógł przypuszczać”. Nic dodać, nic ująć.
    Ponoć środowisko muzyczne uznaje Kopatchinską za niemuzykalnego oszołoma i dlatego nie zaprasza się jej. Czy Czesi mają inne uszy? Mnie nie wyrzucą z niczego, więc powiem, że chyba tak. Poprzednio jedyną obszerniejszą prezentacją sztuki późniejszego PatKopa był artykuł na blogu Moniki Pasiecznik. Chyba jedyny i dla mnie niezapomniany koncert w Polsce, to ten w Krakowie 30 sierpnia 2022 roku: „Burza” Vivaldiego była prawdziwą burzą, a „Wielki Mogoł” był wielki. A przecież moglibyśmy być wdzięczni choćby za polonica: Koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika i włączenie do koncepcyjnego programu „Time&Eternity”, choć dyskusyjne, piosenki Tadeusza Sygietyńskiego oraz starej Modlitwy. O wykonaniu koncertów skrzypcowych Beethovena i Czajkowskiego (z Currentzisem nie mogło być inaczej) można dyskutować, ale nie można lekceważyć. A wybredna Ustwolska z pewnością by zaakceptowała nagranie Kopatchinskiej. Acha, i jeszcze „na bosaka”. No cóż, Nigelowi Kennediemu przebranie za punka nie posłużyło, a Kopatchinskaja nie zwalnia z ambitnymi projektami.
    Pozwolę sobie jeszcze rozszerzyć akapit z Pani tekstu o inspiracjach Kopatchinskiej: „Moim pierwszym nauczycielem był deszcz . Słuchałam kropli. Były to pierwsze krótkie, okrągłe nuty w mojej dziecięcej wyobraźni. Potem pojawiło się słońce. Nuty stawały się dłuższe i bardziej przejrzyste, zaczynając od chmur i znikając w nieskończoności. Wiatr nauczył mnie pędu, noc nauczyła mnie ciszy i nagłości poranka. Poznałam atmosferę dzięki zapachowi świec w naszej małej mołdawskiej cerkwi prawosławnej; ruch i cienie ich płomieni pokazały mi, jak improwizować. Z języka przyszło frazowanie, a wraz z nim moje marzenia otworzyły się na bezgraniczność fantazji” („The Strad”). Może ciut egzaltowanie, ale czy nie pięknie .
    Przepraszam, że się rozpisałem, ale Pani artykuły są zawsze inspirujące, więc może wrócę do dawnej mojej operomanii.
    Kan

    • Praska Wiosna zrobiła mi w tym roku cudowny prezent, zestawiając obie artystki dzień po dniu. Wiem, że się można spierać, wiem też, że nie wolno lekceważyć – wobec zalewającej także Polskę fali kiczu i miałkości wykonawczej, często opakowanych w narrację o rzekomej wyjątkowości i wyższości nad resztą Europy i świata. Dziękuję za ten głos, zwłaszcza po szkockim wykonaniu Parsifala, o którym napiszę niebawem, a które było modelowym przykładem, jak wielki, a zarazem skromny artysta może bezinteresownie wspierać inicjatywę młodych entuzjastów. Serdeczności!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *