W zakrzywionej czasoprzestrzeni

Jesteśmy w połowie trzeciego etapu Konkursu Chopinowskiego, czas zaczyna nam się zapętlać, kładziemy się spać nad ranem, wstajemy o najdziwniejszych porach, zupełnie jak w Berghofie. Zanim opadnie nas Wielkie Otępienie, proponujemy cofnąć się o kilka miesięcy i przypomnieć sobie jedno z ważniejszych wydarzeń minionego sezonu w Polsce – prapremierę opery nie-opery Pawła Mykietyna Czarodziejska góra. Recenzja ukazała się właśnie w październikowym numerze „Teatru”; kilka stron dalej, na razie tylko w wydaniu papierowym, przedruk mojego wywiadu z kompozytorem, który anonsowałam już wcześniej, kiedy pokazał się na oficjalnej stronie Festiwalu Malta (A może śmierci nie ma?). Uwaga: błąd w stopce pod recenzją zapewne z rozpędu, proszę nie bić PT Redaktorów miesięcznika, a tym bardziej Upiora.

W zakrzywionej czasoprzestrzeni

2 komentarze

  1. Kan

    A to ci Currentzis sygrał złuju szutku Upiorowi! W ramach ekspiacji zalecam posłuchanie w wykonaniu tegoż XIV Symfonii Szostakowicza z basem Migunowa, sopran można pominąć.
    To też oczywiście szutka, bo niezmiennie podziwiam wiedzę i ucho pani Doroty.

    • Bo ja wiem, czy taku złuju? Przyznam, że Currentzisa staram się omijać szerokim łukiem, dlatego nie rozpoznałam jednego z wcześniejszych jego nagrań, właśnie z Requiem, a ono – ku mojemu zdumieniu – pod wieloma względami niezwykle ciekawe. Z tego wynika, że czasem warto słuchać bez uprzedzeń :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *