Na śmierć konserwatysty

Dziś podzielę się z Państwem bardzo smutnym tekstem z najnowszego numeru „Tygodnika Powszechnego”. Smutnym nie tylko ze względu na temat – pisząc to szczególne obituarium, uświadamiałam sobie coraz dobitniej, jaka przepaść nas dzieli od w miarę normalnego świata. W miarę, bo też idącego na manowce i podejmującego coraz głupsze decyzje. Ale mimo wszystko świata, w którym można uczciwie i z godnością pożegnać myśliciela, z którym nie zawsze człowiekowi było po drodze. Zrobiłam, co w mojej mocy: kilka słów o pismach Scrutona – nie tylko muzycznych – o jego konserwatyzmie i o cynicznym zawłaszczaniu jego filozofii przez dzisiejszy obóz władzy.

Na śmierć konserwatysty

3 komentarze

  1. Marcin Trzęsiok

    Hołd godny tego wybitnego człowieka. Dodałbym, że Scruton był jednym z niewielu, którzy wierzą dziś w wychowanie estetyczne, czyli w polityczną funkcję sztuki (jak Platon, Schiller, Matthew Arnold, Wagner). Radził unikać dwóch skrajności, które są ucieczką od świata: narcystycznego sentymentalizmu oraz biologicznego trybalizmu (do którego, jego zdaniem, sprowadza się anty-etos muzyki pop, ale także, horribile dictu, pseudo-etos muzyki… H.M. Góreckiego). W swej krytyce grzeszył czasem pogardliwym tonem, który jest największą skazą jego książek. Ale poza tym zachowywał rzadko dziś spotykaną trzeźwość umysłu: bronił „realizmu”, bo tylko na realnym gruncie może zrodzić się podmiotowość i wzrastać owo Burke’owskie poczucie odpowiedzialności i ciągłości międzypokoleniowej. Nie miał ciągot do odbudowywania czy ratowania teologicznego gmachu chrześcijaństwa, ale zachowywał dla niego (jak Wagner) szacunek. Był kantystą, uważał, że należy żyć tak, jak gdyby Bóg/bogowie istnieli, czyli zawieszał sąd poznawczy w tej kwestii: „W rezultacie to bogowie potrzebują od nas swego zbawienia. Dawna hierarchia teologii zostaje odwrócona” (to też a propos Wagnera). Dlatego należy do nas wszystkich, jak Burke.

    • Bardzo dziękuję! Tak mi się pomyślało – na marginesie – że ci, którzy dziś niosą pomoc ludziom w rozmaitych strefach ucisku i konfliktu, też nie będą się zastanawiać po trzydziestu z górą latach, co się tam wydarzyło od czasu zaprowadzenia jakiego takiego porządku. I że nie trzeba być stetryczałym i schorowanym dziadkiem, żeby przyjąć order od niewłaściwej osoby. Ale to tylko na marginesie.

      • Marcin Trzęsiok

        Właśnie. Prawdę mówiąc, siła Scrutona tkwi m.in. w tym, że uczulał nas na błąd idealizacji i stosowania jałowych, bo oderwanych od życia kryteriów pseudo-moralnych („Kto jest bez winy…”). Sam wiele razy podkreślał, że są lepsi od niego. I nie pisał tego z czczej kurtuazji. Był pod tym względem rzetelny, z krwi i kości. Nawet gry mieszał z błotem Foucaulta, nie bujał w oparach bezrefleksyjnej urazy. Nie sądzę, żeby był ślepy na wątpliwe decyzje polityków z tej części Europy. Może widział coś, czego ja nie widzę (o polityce się nie wypowiadam, to się źle kończy).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.