W Wielką Sobotę, 4 kwietnia, szykuje się jeden z najciekawszych koncertów wiosennej odsłony festiwalu Actus Humanus. O godzinie 20.00 we Dworze Artusa wystąpi zespół Odhecaton pod dyrekcją Paola Da Col, w programie złożonym z utworów Paola Aretina. Kto nie dotrze, niech koniecznie posłucha transmisji w radiowej Dwójce, którą poprowadzi Magdalena Łoś. Przybywajcie tłumnie!
***
Podczas swej pierwszej włoskiej podróży Goethe dotarł do Arezzo późną jesienią – w porze winobrań, zbiorów oliwek i aromatycznych białych trufli, kiedy drzewa zaczynają się złocić, a na polach kiełkuje soczyście zielona ozimina. Być może dlatego na kartach dziennika jego wędrówki opis miasta blednie w porównaniu z literackim obrazem rolniczej Toskanii. „Chłopi orzą tu głęboko, ale wciąż po staremu. Pługi nie mają kół, a lemiesze są nieruchome. Chłop kroczy zgarbiony za swymi wołami, przyciska pług i ryje ziemię. Orzą do pięciu razy rocznie. (…) Potem sieją pszenicę i usypują wąskie groble, między nimi zaś powstają głębokie bruzdy, którymi spływa woda deszczowa. Zboże rośnie na groblach, a chłopi plewiąc chodzą po bruzdach. Taka metoda byłaby zrozumiała tam, gdzie należy się obawiać zbytecznej wilgoci, nie pojmuję jednak, dlaczego to robią w tym cudownym klimacie. Zrobiłem to spostrzeżenie pod Arezzo, gdzie zaczyna się przepiękna równina. Tak czystego pola jeszcze nigdzie nie widziałem; ani śladu grudy, ziemia jak przesiana przez sito. Pszenica udaje się tu bardzo dobrze, ma idealne warunki. Co drugi rok sadzą fasolę dla koni, którym tu nie daje się owsa. Sieją także łubin, który już ładnie się zazielenił i w marcu będzie dojrzewał. Wyszedł już len; przezimuje na wierzchu, bo mróz go wzmocni” (tutaj w przekładzie Henryka Krzeczkowskiego).
Obyczaj uprawy zbóż na groblach został toskańskim chłopom z czasów przed osuszeniem bagien w dolinie Valdichiana. Wcześniej pejzaże okolic Arezzo były jeszcze bogatsze w kolory, zachody słońca jeszcze bardziej intensywne, kontrasty pór roku wyrazistsze. A jednak Goethego zachwyciły przede wszystkim czyste pola, nie zaś samo miasto. Istotnie, okres największej świetności Arezzo miało już dawno za sobą. Powolny upadek niegdysiejszej wolnej komuny miejskiej i jednego z ważniejszych przyczółków stronnictwa gibelinów, zwolenników władzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego – zaczął się w XV wieku. Ostatni bastion walki z papiestwem padł w 1384 roku, straciwszy niezależność na rzecz znienawidzonej Florencji.
„Przepiękna równina” i wznoszące się nad nią miasto nie przestały być jednak ostoją natchnionych artystów i wybitnych pisarzy. Potęga kulturowa regionu utrzymała się znacznie dłużej niż bogactwo i wpływy polityczne rządzących nim elit. W mieście Gwidona z Arezzo i Petrarki spędził większość życia Piero della Francesca. Tutaj Bartolomeo di ser Gorello spisał wierszem pierwszą kronikę Arezzo. W pobliskiej wiosce przyszedł na świat Michał Anioł. Tutaj urodził się Giorgio Vasari, autor Żywotów najsłynniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów. Stąd pochodził Pietro Bacci zwany Aretino, syn miejscowego szewca, bezkompromisowy satyryk, „bicz na książęta” i twórca skandalizujących Żywotów kurtyzan.
Giotto di Bondone (?), Wypędzenie demonów z Arezzo, 1297-99. Fresk z górnego kościoła Bazyliki św. Franciszka w Asyżu
Dorobek wielu innych aretyńczyków poszedł w zapomnienie. Paolo Aretino zajmuje wśród nich pozycję szczególną – jego kompozycje znalazły się w orbicie zainteresowań specjalistów już z górą sto lat temu, ale dopiero niedawno doceniono ich wartość. Pionierskie wysiłki Francesca Coradiniego, księdza, śpiewaka kościelnego i muzykologa, rodowitego mieszkańca Arezzo, uznawano za nieszkodliwe dziwactwo prowincjusza, który próbuje na siłę wynieść do sławy swojego krajana sprzed wieków. W 1920 roku Coradini został maestro di cappella w katedrze w Arezzo i zainaugurował nową Schola Cantorum Paolo Aretino, włączając jej działalność w cecyliański ruch odnowy muzyki liturgicznej. Cztery lata później zaczął publikować cykl przyczynków do biografii Aretina na łamach „Note d’archivio per la storia musicale”. Jego entuzjazm nie udzielił się jednak kolegom po fachu. Alfred Einstein nazwał twórczość Aretina „zaściankową” i niegodną uwagi, zniechęcając muzykologów do dalszych badań nad jego spuścizną. Kolejne próby przywrócenia jej do obiegu wykonawczego podjęto dopiero w ostatniej dekadzie XX wieku, znów przy walnym udziale muzyków z Arezzo.
Kościół Santa Maria della Pieve w Arezzo. Fot. sailko
A przecież z zebranych przez Coradiniego informacji biograficznych wynika niezbicie, że Aretino cieszył się za życia wielkim uznaniem. Naprawdę nazywał się Paolo Antonio del Bivi. Nie znamy dokładnej daty jego narodzin, został jednak ochrzczony 1 marca 1508 roku, w kościele Santa Maria della Pieve, w którego archiwach figuruje jako nauczyciel śpiewu co najmniej od 1530 roku – ze stałą pensją w twardej, aczkolwiek dość osobliwej walucie, czyli miarkach zboża (pracę młodego śpiewaka wyceniono na ponad pół tony ziarna rocznie). Trzy lata później dostał analogiczną posadę w katedrze dei Santo Donato e Pietro, gdzie w 1538 roku dostał posadę maestro di cappella. W roku 1544 zbiedniała kapituła katedralna musiała zrezygnować z jego usług; Aretino wrócił do Santa Maria della Pieve w randze kanonika i pozostał tam aż do śmierci w 1584 roku.
Zachowana twórczość Aretina, zwanego przez współczesnych „nowym Orfeuszem” i „klejnotem Arezzo”, obejmuje dwie księgi madrygałów oraz muzykę religijną, w tym trzy tomy kompozycji na Wielki Tydzień. Z wyjątkiem Pasji Janowej, jedynego utworu, który dotrwał do naszych czasów w rękopisie, wszystkie pozostałe znamy wyłącznie z druków. Wyjątkową pozycję w dorobku Aretina zajmują dwa zbiory na Triduum Paschalne: Sacra Responsoria tum Natali Domini, tum Iovis, Veneris, ac Sabbati Sancti diebus dici solita, opublikowane w 1544 roku, oraz wydane pięć lat później Piae, ac devotissimae Lamentationes Hieremiae prophetae – warto podkreślić, że obydwa w roku 1563 wznowione, co było wówczas ewenementem. Aretino wyraźnie nawiązuje w tych utworach do zapoczątkowanej w końcu XV wieku florenckiej tradycji liturgicznej, w której stosowano polifonię zarówno w odniesieniu do lamentacji, jak i responsoriów. Pod pewnymi względami wybiega w nich jednak w przyszłość, jakby przewidując późniejsze zalecenia Soboru Trydenckiego: surowy, deklamacyjny styl czterogłosowych kompozycji a voci pari, przewaga odcinków homorytmicznych i bardzo oszczędne, a przez to tym bardziej dobitne stosowanie zmian chromatycznych i dysonansów wskazują na dążenie do pełnej zrozumiałości tekstu, a zarazem jego swoistej interpretacji przez muzykę. Pozorna prostota tych opracowań okazuje się szczytem wyrafinowania: Ciemne Jutrznie Aretina są jak muzyczne czarne dziury, w przeciwieństwie do gęstej polifonii imitacyjnej pozbawione jakichkolwiek rozbłysków światła.
Paolo Da Col. Fot. Marco Caselli Nirmal
Albo jak pogrążające się w coraz głębszym kryzysie Arezzo, nad którym znów – jak w przypowieści o świętym Franciszku – fruwały radośnie chmary szatanów.


